Nie rzucają papierami. Nie awanturują się. Nie szukają dramatycznych gestów. Po prostu robią to, co muszą – i ani trochę więcej. To właśnie quiet quitting, czyli ciche odchodzenie z pracy – zjawisko, które w ostatnich latach przedefiniowało sposób, w jaki patrzymy na zaangażowanie zawodowe.
Wbrew pozorom, nie chodzi tu o faktyczne rzucanie etatu, lecz o świadome ograniczenie energii, jaką pracownicy inwestują w swoje obowiązki zawodowe. W praktyce oznacza to skupienie się wyłącznie na zadaniach wpisanych w umowę, bez podejmowania nowych wyzwań, bez nadgodzin i bez ochoty na kolejne „dodatkowe projekty”.
To rodzaj zawodowego minimalizmu – nie bunt wobec organizacji, ale reakcja na przesyt i zmęczenie kulturą nieustannej produktywności. Pracownicy, którzy decydują się na quiet quitting, nie sabotują firmy. Po prostu starają się odzyskać równowagę między pracą a życiem prywatnym (work-life balance), zbyt długo poświęcaną w imię lojalności wobec pracodawcy czy chęci udowodnienia swojej wartości.
Ale czy to zjawisko powinno niepokoić działy HR?
Czy „cicha rezygnacja” to sygnał, że organizacja zawiodła – czy może raczej naturalna odpowiedź na wypalenie zawodowe, które dotyka coraz większej liczby pracowników?
Czym jest quiet quitting i skąd się wzięło?
Termin quiet quitting zrobił karierę po pandemii COVID-19, gdy świat pracy przeszedł gwałtowną transformację. Zdalne biura, przeciągające się spotkania online, granice między życiem zawodowym a osobistym rozmyte do zera – to wszystko sprawiło, że wielu ludzi zaczęło kwestionować sens poświęcania się dla pracy.
W Stanach Zjednoczonych zjawisko stało się częścią „wielkiej rezygnacji” (Great Resignation) – fali odejść i przewartościowań, która obnażyła zmęczenie kulturą „zawsze na pełnych obrotach”. Na polskim rynku pracy trend ten przybiera nieco inną formę: zamiast rezygnować z zatrudnienia, pracownicy po prostu przestają przejawiać inicjatywę. Nie podejmują nowych wyzwań, nie zgłaszają się do dużych projektów, nie starają się „ponad miarę”.
To znak zmiany priorytetów. W centrum zainteresowania coraz częściej stoi dobrostan pracowników, a nie wynik kwartalny. Jak pokazuje raport eRecruiter „Rynek pracy a praktyki prospołeczne i prośrodowiskowe”, kandydaci coraz częściej wybierają pracodawców, którzy dbają o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym i tworzą środowisko pracy oparte na zaufaniu, równości i odpowiedzialności społecznej.
W praktyce quiet quitting to nie ucieczka od pracy – to ucieczka od nadmiaru: obowiązków, presji, oczekiwań, a czasem także od braku sensu. To próba odzyskania wpływu na swoje życie zawodowe, a pośrednio także przypomnienie pracodawcom, że w centrum organizacji wciąż stoi człowiek, nie wynik.
Quiet quitting jako porażka HR – gdy kultura pracy zawodzi
Dla wielu ekspertów HR „ciche odchodzenie” to nie nowa moda, lecz niepokojący sygnał ostrzegawczy. Pracownicy nie wycofują się dlatego, że są leniwi czy pozbawieni ambicji. Robią to, bo system, w którym funkcjonują, przestaje działać.
Quiet quitting to często rezultat niedomagającej kultury organizacyjnej, w której oczekiwania wobec pracowników rosną szybciej niż realne wsparcie, jakie otrzymują. Brak uznania, przeciążenie obowiązkami zawodowymi, niedostateczna komunikacja czy brak możliwości rozwoju – to codzienność wielu zespołów. A jeśli do tego dochodzi niesprawiedliwe wynagrodzenie lub brak poczucia sensu wykonywanych obowiązków, trudno się dziwić, że zaangażowanie spada.
Warto przy tym pamiętać, że HR odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu tych warunków. To właśnie działy personalne mają realny wpływ na:
- projektowanie ścieżek rozwoju zawodowego,
- tworzenie transparentnych zasad wynagradzania,
- promowanie zdrowych nawyków pracy,
- i wreszcie – na kształtowanie postaw menedżerów wobec zespołów.
Jeśli pracownicy zaczynają „pracować tylko na pół gwizdka”, to często nie jest to ich porażka, ale efekt niedopasowanego środowiska zawodowego. Czasem oznacza to brak motywacji, czasem brak wsparcia, a czasem po prostu zmęczenie kulturą, w której lojalność wobec pracodawcy mierzy się liczbą nadgodzin.
Z raportu „Rekrutacja zgodna z wartościami ESG” wynika, że organizacje, które inwestują w dobrostan pracowników, w tym zdrowie psychiczne i fizyczne, budują silniejsze, bardziej zaangażowane zespoły. Firmy odpowiedzialne społecznie potrafią łączyć rozwój z troską o człowieka – i właśnie tam zjawisko quiet quitting pojawia się znacznie rzadziej.
Problem pojawia się natomiast tam, gdzie kultura pracy jest reaktywna zamiast proaktywnej. Gdy HR skupia się na gaszeniu pożarów, zamiast rozmawiać z ludźmi. Gdy ankiety satysfakcji zastępują szczere rozmowy. I gdy „wellbeing” jest jedynie hasłem na stronie kariery, a nie realnym elementem strategii.
Nie chodzi więc o to, by potępiać quiet quitting, ale by zrozumieć, dlaczego pracownicy czują się zmuszeni do takiego wyboru. Bo każda „cicha rezygnacja” to tak naprawdę głośny sygnał, że coś w relacji pracownik–pracodawca przestało działać.

Quiet quitting jako odpowiedź na wypalenie zawodowe
Zanim uznamy quiet quitting za porażkę HR, warto spojrzeć na to zjawisko z innej perspektywy. Dla wielu pracowników to nie forma buntu, lecz sposób na przetrwanie. Gdy presja, nadmiar obowiązków i brak wsparcia stają się codziennością, „cicha rezygnacja” jest mechanizmem obronnym przed wypaleniem zawodowym.
Zamiast odchodzić z pracy w emocjach, pracownik decyduje się na zachowanie niezbędnego minimum – wykonuje obowiązki zawodowe, ale przestaje poświęcać się ponad siły. To sposób na odzyskanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, zwłaszcza tam, gdzie kultura pracy przez lata wymagała pełnej dyspozycyjności i zaangażowania bez końca.
W wielu firmach pokutuje jeszcze przekonanie, że zaangażowanie pracownika mierzy się ilością nadgodzin czy gotowością do wykonywania dodatkowych zadań. Tymczasem rzeczywistość pokazuje coś odwrotnego – nadmierne poświęcenie prowadzi do spadku efektywności, utraty motywacji i wypalenia. Quiet quitting to w tym kontekście nie przejaw lenistwa, ale sygnał, że system potrzebuje regeneracji.
Coraz więcej organizacji dostrzega tę zależność. Jak wynika z raportu „Rekrutacja zgodna z wartościami ESG”, firmy, które poważnie traktują aspekt społecznej odpowiedzialności (Social), dbają o dobrostan pracowników i ich zdrowie psychiczne, osiągają wyższy poziom satysfakcji i lojalności zespołów. To dowód, że troska o człowieka nie jest kosztem – jest inwestycją.
Warto też pamiętać, że dla młodszych pokoleń, które coraz liczniej wchodzą na polski rynek pracy, równowaga między życiem zawodowym a prywatnym to nie przywilej, lecz standard. Nie chcą „żyć, żeby pracować” – chcą pracować, żeby żyć. Dla nich quiet quitting to forma stawiania granic, nie brak ambicji. To komunikat: „Chcę być zaangażowany, ale nie kosztem siebie”.
Można więc powiedzieć, że „ciche odchodzenie” to nie koniec zaangażowania, lecz początek świadomej relacji z pracą. Takiej, w której zdrowie psychiczne i równowaga mają równie wysoką wartość jak wyniki czy cele kwartalne.
Jak HR może zatrzymać falę quiet quittingu?
Quiet quitting nie pojawia się z dnia na dzień. To proces – powolny spadek motywacji, który zaczyna się od drobiazgów: milczącego braku inicjatywy, unikania dodatkowych obowiązków, mniejszej chęci do współpracy. Dla HR-owców to moment, w którym trzeba reagować, zanim cisza stanie się normą.
Kluczem jest proaktywne podejście. Nie chodzi o kontrolę, lecz o zrozumienie – dlaczego pracownicy wycofują się emocjonalnie, jakie mają potrzeby i jak można im pomóc odzyskać sens pracy.
1. Zamiast ankiet – rozmowa
Zaufanie buduje się nie w formularzach, ale w szczerych rozmowach. Regularne spotkania 1:1 z menedżerem, przestrzeń do mówienia o swoich problemach, otwarty feedback – to podstawowe narzędzia, które pomagają wyłapać niepokojące objawy wypalenia zawodowego, zanim przełożą się na spadek zaangażowania.
Z raportu „Rekrutacja zgodna z wartościami ESG” wynika, że transparentna komunikacja i poczucie odpowiedzialności są fundamentem zdrowej kultury organizacyjnej. Pracownicy, którzy wiedzą, że ich głos ma znaczenie, rzadziej się wycofują.
2. Dobrostan to nie benefit
Programy wellbeingowe to dziś coś więcej niż modne hasło. Chodzi o realne wsparcie: elastyczne godziny pracy, możliwość pracy zdalnej, edukację w zakresie zdrowia psychicznego, czy promowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.
Firmy, które inwestują w dobrostan pracowników, budują zespoły o wyższym poziomie satysfakcji i lojalności.
3. Jasne zasady wynagradzania i awansów
Brak przejrzystości w wynagrodzeniach czy ścieżkach kariery to jeden z najczęstszych powodów spadku motywacji. Transparentność i równość – to dwa filary, które budują poczucie sprawiedliwości w organizacji.
Jak podkreśla raport eRecruiter, równość i sprawiedliwość to kluczowe elementy społecznej odpowiedzialności firm.
4. Kultura doceniania i feedbacku
Quiet quitting często zaczyna się wtedy, gdy pracownik czuje, że jego wysiłek nie ma znaczenia. HR może to zmienić, wprowadzając kulturę regularnego doceniania – zarówno w formie symbolicznej (pochwała, uznanie na forum), jak i systemowej (premie, nagrody, możliwości rozwoju).
Uznanie nie musi kosztować, ale jego brak kosztuje bardzo dużo – w postaci rotacji, niskiego morale i utraconej motywacji.
5. Dla pracowników – świadomość i asertywność
HR nie naprawi wszystkiego sam. Ważne, by również pracownicy uczyli się stawiania granic i komunikowania potrzeb. Quiet quitting nie musi oznaczać milczenia – może być początkiem rozmowy o równowadze i zdrowych zasadach współpracy.
Asertywność, umiejętność odmowy wykonywania dodatkowych zadań ponad siły i dbanie o swoje zdrowie psychiczne to nie przejaw słabości – to dojrzałość zawodowa.
Quiet quitting można więc traktować nie jako bunt, ale jako zaproszenie do dialogu między pracownikiem a organizacją. Tam, gdzie rozmowa jest możliwa, cisza nie ma szans się rozgościć.

Quiet quitting to nie choroba, to objaw
Quiet quitting to nie epidemia braku zaangażowania – to objaw zmęczenia kulturą, która przez lata gloryfikowała nadmiar. Nie jest to rezygnacja z pracy, ale z modelu, w którym życie prywatne musi ustąpić miejsca obowiązkom zawodowym.
Dla HR to ważny sygnał: jeśli coraz więcej osób wybiera „niezbędne minimum”, oznacza to, że system wymaga korekty. Nie wystarczy zwiększyć benefity ani zorganizować kolejne szkolenia motywacyjne. Trzeba odbudować zaufanie, przywrócić sens i zadbać o człowieka – nie tylko jako pracownika, ale też jako osobę z życiem poza pracą.
Ostatecznie quiet quitting nie jest końcem zaangażowania. To początek rozmowy o tym, czym naprawdę jest dobra praca – taka, w której można realizować swoje ambicje, nie tracąc zdrowia i równowagi.
Bo jak pokazuje praktyka, gdy firma dba o ludzi, ludzie dbają o firmę. A cisza w miejscu pracy przestaje być znakiem rezygnacji – staje się przestrzenią spokoju, zaufania i świadomego wyboru.
FAQ – najczęściej zadawane pytania o quiet quitting
Czym jest quiet quitting?
Quiet quitting, czyli ciche odchodzenie z pracy, to zjawisko polegające na ograniczeniu zaangażowania do niezbędnego minimum. Pracownik wykonuje swoje podstawowe obowiązki zawodowe, ale nie podejmuje dodatkowych zadań, nadgodzin ani inicjatyw wykraczających poza umowę. Nie chodzi o lenistwo, lecz o odzyskanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym i ochronę przed wypaleniem zawodowym.
Dlaczego najlepsi pracownicy odchodzą z pracy?
Najczęściej nie z powodu samej pracy, lecz z powodu kultury organizacyjnej. Brak uznania, przeciążenie, niesprawiedliwe wynagrodzenie, brak możliwości rozwoju czy niedostateczna komunikacja z przełożonym – to główne przyczyny odejść.
Wielu utalentowanych pracowników rezygnuje, gdy widzi, że ich wysiłek nie jest zauważany, a wartości firmy rozmijają się z ich własnymi.
Co to jest soft quitting?
Soft quitting to łagodniejsza forma quiet quittingu. Pracownik nie odcina się całkowicie od organizacji, ale stopniowo redukuje swoje zaangażowanie – przestaje przejawiać inicjatywę, ogranicza udział w projektach czy kontakt z zespołem. To często pierwszy sygnał wypalenia lub braku motywacji – moment, w którym HR i menedżerowie powinni zareagować.
Jak kulturalnie zrezygnować z pracy?
Kulturalna rezygnacja z pracy zaczyna się od szczerości i profesjonalizmu. Warto poinformować przełożonego o decyzji osobiście (lub online, jeśli pracujemy zdalnie), z odpowiednim wyprzedzeniem.
Dobrą praktyką jest też udzielenie konstruktywnego feedbacku – co działało dobrze, a co można poprawić. To pomaga firmie się rozwijać i zostawia po Tobie dobre wrażenie.
Czym jest cicha rezygnacja?
Cicha rezygnacja to polski odpowiednik quiet quittingu. Oznacza świadome wycofanie się z nadmiernego zaangażowania w pracę, bez otwartego konfliktu z pracodawcą.
To nie odejście z firmy, lecz odejście od kultu pracy, który przez lata był uznawany za normę. Cicha rezygnacja pokazuje, że dla wielu osób najważniejszą wartością jest dziś równowaga między pracą a życiem prywatnym – a nie poświęcanie wszystkiego w imię wyników.
Dla kogo jest ciche rezygnowanie?
Ciche odchodzenie to reakcja, a nie strategia kariery. Najczęściej pojawia się u osób, które czują się przeciążone lub niedoceniane, a jednocześnie nie chcą (lub nie mogą) zmienić pracy od razu.
To sposób na zachowanie równowagi i zdrowia psychicznego w sytuacji, gdy środowisko zawodowe nie daje wsparcia. Dla części osób to etap przejściowy – dla innych początek refleksji nad tym, czego naprawdę oczekują od pracy.











